Google Reader po polsku – hurraaa !!!
Dziś rano wpadłem po prostu w zachwyt.
Długo czekałem na polskie tłumaczenie najlepszego, moim zdaniem, na świecie czytnika kanałów RSS jakim jest Google Reader. No i się doczekałem.
Sprawa dość dziwna, że taki prezent otrzymałem na “Walentynki” ![]()
Choć z drugiej strony patrząc, moja rodzina już bardzo długo określa komputer, na którym pracuję jako “moją kochankę”. No i kochanka się spisała i zrobiła mi świetny prezent. Ciekawe jak będzie w realu ![]()

Tak wygląda Czytnik Google Reader podczas czytania wieści z kanałów RSS
Funkcjonalności
- Program jest oczywiście dostępny on-line, czyli po zalogowaniu mamy dostęp do wszystkich subskrybowanych przez siebie kanałów
- Program ma własną bazę subskrybowanych kanałów dzięki czemu zaraz po zapisaniu się do subskrypcji kanału mamy dostęp do starszych wpisów tego kanału – jeśli tylko ktoś inny na świecie już subskrybował ten kanał za pomocą Google Readera
- Każdemu kanałowi możemy nadać etykietę
- Subskrybowane kanały można ułożyć w katalogi według własnych upodobań
- Mamy również możliwość zaznaczenia wiadomości jako przeczytane – jeśli tylko taka jest wola czytelnika
Reader udostępnia również statystyki kanałów – ile wiadomości w jakim czasie zostały opublikowane, a nawet czytane- Można oznaczać ciekawe wiadomości gwiazdkę, aby łatwo było sięgnąć później do zaznaczonych
- Ciekawostką jest również, możliwość stworzenia własnego kanału RSS z wiadomości które oznaczymy za pomocą opcji “Udostępnianie” – taki kanał ma swój osobny adres. Można zatem zaznaczać ciekawe wiadomości a potem umieścić na przykład na blogu ten kanał i będą się w nim pokazywały wieści, które nas zainteresowały podczas czytania w Google Reader
2 Odpowiedzi na “Google Reader po polsku – hurraaa !!!”
Skomentuj tekst
Ostatnio opublikowane teksty blogu











Proszę czekaj ...


14 lut 2008 16:29
Heh, a ja nawet nie zauważyłem, choć szczerze powiedziawszy napis na zakładce (“Czytnik Google”) jakoś tak przez chwilę obcy się wydawał
15 lut 2008 16:42
No ja muszę się przyznać, że nawet na ten napis na zakładce nie zwróciłem uwagi, ale to chyba dobrze, wszak nie język GReadera jest najważniejszy, lecz wpisy w nim rezydujące…